|
14 września
2002 r. , z samego rana, nasz grupa wraz z czworoma nauczycielami wyruszyła
do Francji. Pierwszy nocleg w tym kraju spędziliśmy w mieście,
gdzie spalono Joannę dArc, czyli w Rouen. Następnego dnia
prócz spotkania z naszymi francuskimi kolegami, zwiedziliśmy dwa
cudowne zakątki. Mówię tu o zapierających dech w piersi
Saint-Michel oraz Saint-Malo. Nadeszła jednak w końcu oczekiwana
chwila ponownego spotkania z naszymi korespondentami. Grzechem byłoby stwierdzenie,
że wszyscy byliśmy spokojni i zrelaksowani. Było wręcz
przeciwnie. Przed wjazdem do liceum Rabelais, z naszych piersi wydarł się
krzyk niemalże rozpaczy. Ten nasz ogromny lęk był całkiem
normalnym zjawiskiem i miał się potem przemienić w łzy
przy rozstaniu. Już następnego dnia opowiadaliśmy sobie o
pierwszych wrażeniach. W tym samym również dniu zwiedziliśmy
niezapomnianą i przepiękną wyspę Brehat, która
wszystkich wprawiła w zachwyt.
Podczas naszego pobytu w Saint-Brieuc mieliśmy
okazję uczestniczyć w prawdziwych lekcjach. Chyba najbardziej osobliwą była
lekcja w-fu, ponieważ dziewczyny ćwiczyły naprawdę trudne układy gimnastyczne.
Przypadło nam również w udziale zmierzyć się z naszymi kolegami na meczu koszykówki.
Niestety przegraliśmy, ale za to dostaliśmy śmieszną plusową krowę jako pocieszkę.
Były też chwile gdzie należało zachować powagę tj. w Radzie Generalnej. Muszę
przyznać, że wtedy nie interesowało nas zbytnio, gdyż wieczorem czekała nas
bretańska zabawa ("fest-noz") i naleśniki (krepy). Tam również uczono nas regionalnych
tańców co było powodem częstych wybuchów śmiechu. Dzięki naszym kolegom każdy
zrobił upragnione zakupy. Na takich zajęciach mijały kolejne dni naszego pobytu.
I chociaż czasami mieliśmy trudności z porozumiewaniem się, a czasem dziwiła
nas ich niewiedza o Polakach to nie chcieliśmy się z nimi rozstawać. Popłynęło
wiele łez, wiele uścisków zamknęło się. Nasza posępność zniknęła dopiero gdy
dotarliśmy do Paryża, gdzie spędziliśmy popołudnie i połowę dnia następnego.
Zwiedzaliśmy również Brukselę, a w Polsce odbyliśmy nawet małą pielgrzymkę dookoła
kościoła w Gnieźnie, ponieważ do środka nie wolno było wejść. Już kilka godzin
potem wysiadaliśmy w pośpiechu z autokaru. Tym razem nikt już nie pytał gdzie
jest toaleta, a rzucał się w ramiona stęsknionej rodziny.
Merci beaucoup pour ce formidable sejour
Ola Chlebowicz
Kl.IIId.
|